31 marca 2008

Krótka historia pewnego motocyklisty

Choć otwarcie sezonu motocyklowego planowane jest na 19 kwietnia, to już od kilku dni daje się zauważyć wzmożony ruch mechanicznych jednośladów na ulicach. Nie inaczej było ze mną. Wyciągnąłem z garażu mojego stalowego rumaka i pognałem w siną dal. A dokładniej do szkoły :P
Mówie Wam, przedzieranie się motocyklem przez zakorkowane miasto jest lepsze niż seks bez zabezpieczania! Autobusem do szkoły jade ok połtorej godziny. Dzisiaj motorem przebyłem tą trase w 25 minut. Przy okazji podziwiałem (bezcenny widok) miny wkurzonych kierowców którzy bezsilnie stali w korku próbując dojechać do pracy. Pozwolicie że pociągne dalej ten temat i dzisiejszy post będzie taką małą odskocznią od świata elektronicznej rozrywki.

Moja miłość do motocykli zaczęła się bardzo wcześnie. Gdy miałem 5 lat już przesiadywałem godzinami na motorynce udając że gdzieś jade. Niestety rodzice nie pozwalali mi jeździć gdyż byłem jeszcze za mały i nie dosięgałem nogami do ziemi. Było mi obiecane że gdy tylko urosne motorynka będzie moja i będę mógł jeździć gdzie tylko chce. Pamiętam jak nerwowe było dla mnie oczekiwanie aż przybędzie mi kilka dodatkowych centymetrów. Co tydzień wchodziłem na motorynke i sprawdzałem czy już dosięgam na ziemi. W końcu któregoś dnia udało się! Pobiegłem więc do taty i powiedziałem że nadszedł ten dzień żeby nauczył mnie jeździć. Jazda motorynką okazała się dla mnie zbyt trudna, dlatego przez pierwsze 2 miesiące katowałem silnik śmigając tylko na pierwszym biegu! W końcu odważyłem się wrzucić dwójke i poczułem się jak w raju. Ten wiatr we włosach, ta szybkość. No tak.. 40km/h to nie tak dużo, ale dla 9 letniego wówczas shenmułka ta prętkość była zawrotna. Któregoś dnia chciałem się popisać przed rodzicami jak to ja już umiem wspaniale jeździć. Odpaliłem moją maszyne i chyba ze stresu za mocno odkręciłem manetke. Ja i motorynka znaleźliśmy się na nieopodal zaparkowanym Żuku! Mój tata nie wiedział czy łapać mnie czy motorynke która leżała na mnie :P Na szćzeście nic mi się wtedy nie stało..



I tak mijały lata.. Ja rosłem i motorynka przestała mi odpowiadać. Nie, nie dlatego że była wiejska, obciachowa czy za wolna. Po prostu urosłem już na tyle że wyglądalem na niej bardzo komicznie. Momentami nie zachaczałem kolanami o kierownice a to oznaczało że musiałem zacząć myśleć o czymś większym. Motorynke sprzedałem niedługo potem za śmieszną cene. Żałuje tego że ją sprzedałem.. Naprawde spędziłem na niej tyle wspaniałych chwil, tyle razem przeszliśmy.. Czułem się jak bym stracił przyjaciela. No ale trzeba było jakoś żyć dalej.
Kolejne lata nie były różowe. Męczyłem rodziców o jakiś motor, ale niestety pozostawali nieugięci. Wtedy to też swoje smutki topiłem w grach komputerowych oraz grając w Shenmue. Moment kiedy dosiadamy motocykla i mkniemy nocą przez miasto jest moim ulubionym!
Niedługo potem mój tata ciężko zachorował. Musiałem się pogodzić z tym że tak szybko nie usiąde na jednośladzie. Wszystkie pieniądze oraz oszczędności poszły na leczenie i po trzech latach stan mojego taty się poprawił. Ja już byłem wtedy pełnoletni więc znowu zacząłem nabąkiwać rodzicom o tym że ja potrzebuje motocykla do pełni szcześcia. Z tatą kontakt miałem zdecydowanie lepszy więc zaczeliśmy jeździć po komisach i salonach. Upatrzyłem sobie wtedy Suzuki GS500. Bardzo mi się ten motocykl podobał i nadal mi się podoba, niestety jest jedna poważna jego wada. Jest dla mnie za mały. Mając prawie 2 metry wzrostu potrzebowałem naprawde dużego sprzęta, więc wszelkiego rodzaju ścigacze odpadały. I tak szukałem swojego wymarzonego motorykla.



W tym czasie mój wujek również zwariował na punkcie motocykli. Ma w swoim garażu 3 sprzęty i zapewne miał by więcej, ale ciotka zapowiedziała że albo motocykle albo ona.
Niestety taty stan się nagle pogorszył i pomimo walki z chorobą zmarł. Przed śmiercią jednak powiedział coś, czego nie zapomne nigdy: „Zostawiam Ci moje oszczędności które zbierałem przez te wszystkie lata. Wiem że kupisz za nie jakąś porządną maszyne, a gdy będziesz na niej jechał ja będę z góry czuwał nad tobą, byś zawsze bezpiecznie dotarł do celu”.
Niedługo po śmierci taty moje marzenie się spełniło. Kupiłem fantastyczny motocykl Suzuki DL650 i jestem pewny że Jemu by też się spodobał. Zresztą pewnie to Jego sprawka, zawsze gustował w turystykach :)
Dziękuje Ci tato za wszystko!

Brak komentarzy: