2 kwietnia 2008

Rozwiązanie konkursu!!

Mój pierwszy (i za pewne nie ostatni) konkurs dobiegł końca. Zaskoczeniem było dla mnie to, że tak mało osób wzięło w nim udział. Raptem trzy osoby przysłały mi swoje prace. Potwierdza się zatem to co przypuszczałem, ludzie to leniwy gatunek i największym zainteresowaniem cieszą się konkursy gdzie można odpowiedź skopiować z google.. Ale gdy coś trzeba dać od siebie to pojawia się problem.
Osobą która się napracowała i dała coś od siebie jest właśnie Ktoso! Przelał na "papier" cała swoją grową historie, a zdjęcia które zamieścił doskonale oddają jego miłość do gier (zdjęcie przed TV rulez :P ). Poza tym tekst czyta się bardzo dobrze i nie zauważyłem jakiś poważnych błędów w pisowni.
Tak więc Ktoso gratuluje Ci i mam nadzieje że twoja kolekcja konsol będzie się szybko rozrastała! :)

„Życie gracza” na konkurs Shenmue


Zacznę od tego że wychowałem się w Austrii, a tam inaczej niż w polsce styczność z konsolami od Nintendo i Segi była trochę łatwiejsza niż w Polsce. Jako że żyłem w Wiedniu, a jeśli mówi się o Wiedniu to nie sposób pominąć Prater (tamtejsze „wesołe miasteczko”)... W roku 1990, czyli nie mając nawet jeszcze dwóch całych lat „na karku” , miałem tam okazję zasiąść w oryginalnym „symulatorze” SEGA OutRun...

Następną grą którą pamiętam z wczesnego dzieciństwa jest Prince of Persia na Amigę. Po pewnym czasie dostałem swoją pierwszą własną konsolę, Nintendo Entertainment System. A wraz z nią liczne niezapomniane gry, Mario, Tetris, a nawet miażdżąca gra z Batmanem w głównej. O ile w Austrii NES był dość popularny i dało się wymieniać w sklepach i między znajomymi grami to w tym czasie w Polsce popularność zyskał Pegazus, czyli podróba NESa, ale jako taką mało kto ją postrzegał, u polskich znajomych graliśmy wtedy w Mirco Machines, Dizzy i... Contrę. Ale era 8bitowców niebawem doszła końca i powoli pojawiały się konsole 16bitowe. Zanim do tego doszło, przez chwilę wszyscy zwrócili się ku handheldom.

W szkole wówczas kilka osób miało GameBoye, a jedna dziewczyna miała Segę Game Gear. W polsce chyba niewielu nawet wie o istnieniu tego handhelda, tymczasem, na prawdę mi się podobał, ba nawet teraz bym go chętnie dodał do swojej kolekcji. Na jej GameGearze graliśmy sobie w Ecco the Dolphin, na prawdę miła gra, do dziś ją pamiętam... Mimo że GameGear był technicznie lepszy od GameBoya wszyscy wiemy że GB w owych czasach nadal sprzedawał się jak świeże bułeczki. Po pewnym czasie także ja kupiłem GameBoya, a na nim Alleyway (jedna z najczęściej kopiowanych gier w historii, obok tetrisa i mario wydaje mi się...), Super Mario Land.

Kolejną konsolą z jaką miałem do czynienia była Sega Genesis (u kolegi, nigdy nie posiadałem Genesisa niestety), pierwszy 16bitowiec jakiego widziałem na oczy. A skoro Sega, to Sonic. Prędkość i barwność niebieskiego jeża na prawdę robiły wrażenie... Tymczasem do sklepów europejskich trafiło Super Nintendo. Pamiętam jak przechodząc między sklepami się przylepiałem do szyby za którą stał SNES a na nim włączony MegaMan X... Trafiła się niebawem okazja do zdobycia SNESa, za darmo, bowiem Austriacka telewizja ogłosiła konkurs rysunku dla dzieci, główną nagrodą miał być SNES właśnie. Natychmiast się wziąłem za rysowanie i wysyłanie moich bazgroł do nich. Kilka tygodni później dostałem odpowiedź, zaproszenie na rozdanie nagród. Prace dzieciaków były pokazywane w Wiedeńskim IMAXie, na wielkim ekranie, i równocześnie rozdawano laureatom nagrody, nie mogłem się doczekać zagrania w Donkey Kong Country, hehe... No cóż, zająłem drugie miejsce, a zamiast wymarzonego SNESa dostałem walkmana, a jedynym obrazkiem który został nie ostro wyświetlony był mój – to się nazywa pech ;-)

Kilka miesięcy później jednak dostałem SNESa, i kontynuowałem swoje życie gracza przy Donkey Kongach (wszystkich trzech), Żółwiach Ninja, Mario, Secret of Mana oraz próbie przejścia MegaMana X. Pamiętam że gdy przyszedłem pograć do kolegi, jego starszy brat szybko podbiegł do konsoli i schował cart z Zeldą: A Link to the Past, „zbyt święta aby takie brzdące jak ja i kumpel mogli w nią grać” ;-) Pierwsze zetknięcie z zeldą, oprócz wysłuchiwania opowieści brata kolegi jaka to ona świetna, miałem dopiero na kolejnej konsoli jaką nabyłem, ale o tym zaraz...


Przed następną generacją konsol przyszło mi zmienić kraj zamieszkania, wróciliśmy do polski, a ja zostałem trochę odcięty od świata współczesnych konsol, bo koledzy w Polsce mieli tylko Pegazusy, albo podróby Pegazusów. Następną konsolę, czyli Nintendo 64, kupiłem po długim zbieraniu na nią, podczas wyjazdu do Austrii. Trzeci wymiar był niesamowity. Wave Race 64, Super Mario 64, BomberMan 64 i wiele wiele innych... Byłem tą konsolą totalnie zauroczony, nie przeszkadzał mi nie wygodny pad (gdy dziś gram na N64 na prawdę irytuje mnie on, nie praktyczny rozkład przycisków na prawdę potrafi dobić – ilu z was kiedykolwiek użyło przycisku L na padzie N64? Nie wiem czy mi się zdarzyło.) ani straszliwe nazewnictwo gier („[wstaw_cokolwiek_tutaj] 64”). Po pewnym czasie trafiłem wymieniając grę na targu na Zeldę: Ocarina of Time. Pamiętam jak wracając do domu z nią nie mogłem wręcz zebrać myśli z podniecenia. Oh, tak... Zelda. Pierwszą zeldą w którą grałem była OoT, okrzyknięta przez wiele pism i graczy najlepszą grą wszech czasów, i osobiście uważam że należy jej się to miano. Nic dotychczas mną tak nie poruszyło jak przygoda młodego Linka w Hyrule, dało się przy tej grze śmiać, płakać, i straszliwie bać (pamięta ktoś loch pod młynem?). Po zakończeniu mojej przygody w Hyrule już przez długi czas żadna gra mnie tak nie poruszyła, mimo że grałem w wiele na prawdę świetnych (np. Star Fox 64).

Kolejną konsolą jaką dostałem, przywiózł mi ją z Kanady kolega (który tam żył), jeszcze przed europejską premierą (!), był GameBoy Advance, wraz z F-Zero: Maximum Velocity. Co mnie dziś dziwi, GBA przecież wcale nie był silniejszy od GameGear'a, który lata temu przegrał starcie z GB, tymczasem GBA reklamowano za mega skok w przyszłość... Wracając do tematu GBA, miałen na niego kilka świetnych gier, w tym fantastyczne KuruKuru Kururin oraz sławny RPG GoldenSun. Czasy GBA jednak przeżyłem bez jakiś większych „objawień” gamerskich.

Gdy nadeszła Playstation 2 (tak dobrze czytacie, zupełnie ominęła mnie PSOne) nawet nie byłem taki na nią napalony, do momentu pojawienia się Devil May Cry, gry która zrewolucjonizowała Gameplay gier akcji. Brak pieniędzy na mega drogą PS2 jednak zmusił mnie do popełnienia największego błędu jaki popełniłem w życiu. Sprzedałem wszystkie moje konsole, wraz z unikatowymi grami, które obecnie trudno dostać, np. Journey to Silius czy Super Mario Bros 3. Za sprzedaż tych konsol dostałem nie dostałem za wiele, większość przecież była już „strasznie stara”, ale w połączeniu z oszczędnościami wystarczało na PS2. Nabyłem PS2, niedługo potem wchłonąłem kilka fantastycznych gier, tak radujących duszę gracza jak kilka lat temu Zelda, mówię tu o Final Fantasy X (pierwszy final w którego grałem), Devil May Cry oraz Zone of the Enders (to dla tych dwóch ostatnich kupowałem Pleja).

Po zakupie PS2 kilka lat mniej interesowałem się konsolami. Trochę grałem na PC, między innymi w MMORPG „Ragnarok Online”, w którego to świecie poznałem na prawdę dobrych i miłych ludzi których nazywam dziś przyjaciółmi, ba, nawet byłem na ich ślubie. Tak, ślubie osób które poznały się przez fora, GG i RO, istnieją takie związki, i o dziwo byłem świadkiem uznania tego związku przez państwo, obecnie wiedzie im się bardzo dobrze, choć rozmawiamy mniej niż dawniej... Co spowodowało mój powrót do sceny konsol, w postaci bardziej intensywnej niż „a zagram sobie w coś”? PSP.

Spodobało mi się jakoś, jego możliwości i dostępne gry (WipEout purE – mmm) przekonały mnie do zakupu tejże konsoli, wniknięcia nieco głębiej w scenę. Oraz jak się później okazało, tworzenia nawet poradników i tekstów z tą konsolą związanymi. Postanowiłem niedługo po tym, że przywrócę swoją kolekcję do dawnej świetności, ba, powiększę ją o to wszystko w co chciałem, a nie mogłem dawniej zagrać. I tak zaczęły się moje poszukiwania NESów i innych starych konsol i cartów po allegro itp. Obecnie kolekcję rozbudowałem do dość ładnych rozmiarów (Game&Watch, NES, GB, SNES, GB, DC (Dreamcast NOT Dead!), GCN, PS2, PSP) i nadal ją rozwijam. Ostatnim dodatkiem do kolekcji jest PS3 którą nabyłem kilka minut po polskiej premierze tej konsolki, w okolicach północy 22 Marca 2007. To był klimat, kilku zapalonych graczy, czekających aby dopaść nową konsolkę w swoje łapki... Tak to „siedzę w „scenie”, to znaczy śledzę co się dzieje w świecie gier, oceniam posunięcia producentów i dystrybutorów. Interesuję się tak jak interesuje się tym „Gracz” (tak jak „my gracze” to rozumiemy ;-)). Ozdabiam ściany grami, konsolami i postaciami z gier, noszę ciuchy z padami na nich, chętnie podyskutuję, pogram. Po prostu to lubię, a o to przecież w gamingu chodzi :-)

Historyjka długa, pokrętna, i bardzo mi ważna. Mam nadzieję że w przyszłości ukazywać się będą nadal tak ciekawe, pionierskie gry jak dawniej, szkoda by było gdyby nie. Jak na razie nie jestem zawiedziony, bo od czasu do czasu pojawiają się nadal prawdziwe perełki. (Shadow of the Collosus, Gears of War czy flOw chociażby). Nic tylko grać (i uczyć się) - bo to drugie też przecież ważne ;-)


„Człowiek nie przestaje grać bo się starzeje,
człowiek starzeje się bo przestaje grać.”
Ktoso the Ryba,
Marzec 2008
www.project13.pl

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Ja bym go zdyskwalifikowal za to ze Polska pisze z malej litery :P

Ktoso the Ryba pisze...

Oj rzeczywiście, najmocniej przepraszam za błędy tego typu.

Nie mniej jednak, to się bardzo cieszę z wygranej ;-) Ciekaw jestem ile i jakich innych prac jeszcze shen dostał, pewnie było kilka ciekawych prac od innych uczestników :) Pozdrawiam graczy ;3